poniedziałek, 23 grudnia 2019

Wiedźmienem i mieczem

Dzięki Netflixowi Święta Bożego Narodzenia dla niektórych zaczęły się wcześniej i dlatego trzeba było porzucić świąteczne obowiązki, aby wtopić się w historię Geralta z Rivii. Wybaczcie uszka, wybaczcie grzybowe i barszcze nie wygracie z historią Wiedźmina, która wreszcie doczekał się swojej szansy na podbój wszystkich kontynentów. Tak się składa, że losy Rzeźnika z Blaviken już ponad dekadę temu zawojowały nie tylko w literaturze, ale także w świecie gier komputerowych i to w wymiarze światowym, zyskując coraz większą rzeszę fanów, dlatego teraz przyszła kolej na serial - nasze dobro narodowe ma szanse zyskać prestiż i sławę! Naturalnie kibicowałam tej produkcji od samego początku, mam ogromny sentyment do całej sagi i nie byłam negatywnie nastawiona, wręcz przeciwnie byłam szczerze podekscytowana. Nie tylko dlatego, ze jest to i dobre i polskie, ale dlatego, ze jest oryginalne i po cichu marzę, aby okazało się wielkim sukcesem, aby cały świat pokochał losy Geralta, Yennefer i Ciri. Czy się udało bez wad? Choć kocham to co zobaczyłam, to niestety Wiesiek ma wady.



Adaptacja powieści Andrzeja Sapkowskiego to była najważniejsza premiera platformy Netflix 2019 roku. Ogromna kampania promocyjna, spory budżet, ciekawa obsada na czele z Supermenem czyli Henry Cavillem, nic więc dziwnego, że oczekiwania automatycznie wzrastają. Z góry wiadomo, że wszystko przebije polską produkcje z 2001 r., mimo to mamy prawo oczekiwać czegoś na miarę innych światowych adaptacji fantasy, tym bardziej, że dyrekcja Netflixa chce wypełnić niszę po "Grze o Tron", a "Wiedźmin" jest idealnym materiałem. W pewnym sensie więc można pomyśleć, że tego nie da się zniszczyć i zdolni twórcy wycisną z tego wszystko co najlepsze tworząc coś świeżego.

Nie będę rozpisywać się o szczegółach fabuły Wiedźmina, zachęcam do przeczytania książek i oglądania serialu (naturalnie), dlatego jako fanka serii wskaże jedynie to, co moim zdaniem się udało oraz to co twórcom nie wyszło do końca, oczywiście bez spojlerów. W tej historii mamy mnóstwo interesujących wątków - losy Wiedźmina czyli Geralta z Rivii, mutanta zabijającego potwory za pieniądze, dużo magii, niespokojne i niebezpieczne czasy i co najważniejsze bardzo rozbudowany świat na czele z królami, magami, driadami i elfami. Podobnie jak w książce narracja jest nielinearna zaś fabuła skupia się na losach trójki głównych bohaterów czyli Wiedźmina Geralta (Henry Cavill), czarodziejki Yennefer (Anya Chalotra) oraz księżniczki z Cintry, Ciri (Freya Allan). Historia zmierza do tego aby ostatecznie przedstawić jak los/przeznaczenie połączyło tę trójkę, niestety ten zabieg wyszedł twórcom bardzo słabo, głównie dlatego, że historia gubi tempo i równocześnie klimat, który zostaje przez to brutalnie zaburzony, zwłaszcza w pierwszych dwóch odcinkach. Konstrukcja jest strasznie chaotyczna. Dla widza, który nic nie wie o historii bohaterów, taki zabieg  może nie być interesująco zagadkowy na tyle aby wciągnąć w fabułę, może irytować i niestety zniechęcić. W tym aspekcie uważam, że showrunerka i scenarzystka Lauren Shmidt, słabo sobie z tym poradziły, gdyż fani od razu odnajdą się w historii zaś nowi widzowie nie. Stąd moje pytanie: czy serial ma przyciągnąć nowych widzów, czy tylko fanów? Dla mnie jest jasne, że zwykły laik szybko serial wyłączy. Plus jest taki, że historia rozkręca się po trzecim odcinku i przygody Geralta potrafią wciągnąć, tylko który widz wytrwa do tego czasu?


Momentami serialowi bliżej do estetyki "Władcy Pierścieni" aniżeli "Gry o Tron", co jest ciekawe i nie wzbudza irytacji "bo już to gdzieś było", serial posiada także swój własny, oryginalny urok, ale nie ciągle, jedynie w poszczególnych momentach, jak np. podczas narady magów, to ciekawa i intrygująca scena, bo przedstawia aspekt polityczny świata. Niestety jest takich momentów zbyt mało. Kolejnym rzucającym się w oczy problemem jest nadmierna czystość scenografii i kostiumów i to nadaje teatralnego charakteru. Kostiumy wyglądają dość tanio i bardzo czysto, nie są znoszone, pobrudzone czy poniszczone, są nowiutkie, co dopiero ściągnięte z wieszaka. Ciekawą garderobę miała Yennefer, niestety czasem wyglądała bardzo współcześnie i można się czepiać, że to świat fantasy i "wszystko" dozwolone, niestety efekt jest taki, że to świat fantasy pozbawiony własnego charakteru i uroku.

Aspekt wizualny w świecie fantasy, jest bardzo istotny i klimat to podstawa, bo to właśnie przyciąga widza i wyróżnia obraz. Plusem jest to, że plenery są oryginalne i bardzo polskie - zamki oraz ukształtowanie terenu. Bardzo dobrze, że twórcy nie korzystali zbyt często z zielonego tła i nie przesadzali z efektami specjalnymi, zdjęcia kręcono na Węgrzech i efekt jest naturalny. To co wizualnie przyciąga oko to choreografia walk, które są absolutnie fenomenalnie, dodają wiarygodności, mają niezłe tempo, dodatkowo są realistyczne, szczególnie te z udziałem Geralta. Aktor Henry Cavill nie korzystał z dublera, który za niego odegra sceny z mieczem, przeszedł kilkumiesięczne szkolenie, bo sam przyznał, że zależało mu na tym, aby lepiej wczuć się w role. To ogromny plus.

Największym plusem jest obsada. Bez dobrego Geralta, Jaskiera, Yennefer, Ciri i innych pobocznych postaci, serial byłby do niczego, jednak aktorzy są w swojej roli idealni, casting był bardzo przemyślany. Oczywiście wyróżnia się przede wszystkim Geralt czyli Henry Cavill, który widać, że bardzo polubił tę postać. Już sam fakt, że zainteresowanie projektem wyraził zanim znaleziono producentów i scenarzystkę, było dobrym znakiem, bo to dobry i rozpoznawalny aktor, który sprawdził się w swojej roli - był powściągliwy, czasem zabawny, ale co najważniejsze idealnie przedstawił dobroć Geralta. Ze względu na swój zawód, czyli zabijanie potworów na zlecenie, Geralt nie jest lubiany przez ludzi, często jest wyszydzany, atakowany, mimo to ma w sobie dobro i nie szuka zemsty, nie jest też bezmyślnym zabójcą potworów, widzi w nich stworzenia i kiedy wie, że może pomóc zamiast zabić, to kieruje się sercem. To sprawia, że jest on moją ulubioną książkową postacią, a teraz też i serialową, bo naprawdę bardzo solidnie odegraną. Empatia Geralta potrafiła mnie rozczulić i za to chwała panie Henry Cavill. W serialu dużo jest zabawnych motywów, a to za sprawą barda Jaskra (Joey Batey) wiernego druha i przyjaciela Białego Wilka, który jest totalnym przeciwieństwem tytułowego bohatera - gra na lutni, śpiewa i ciągle gada, co wzbudza irytację u Geralta, ich wspólne sceny są przekomiczne. Sporym zaskoczeniem okazała się postać Yennefer (Anya Chalotra), aktorka mimo swojego młodego wieku bardzo dojrzale zinterpretowała czarodziejkę, która w powieści ma sto lat, a w swoim życiu doświadczyła wiele smutku i brutalności. Do tej postaci miałam najwięcej obaw i jestem pozytywnie zaskoczona. Twórcy puścili też oczko do polskich fanów, w obsadzie znalazł się Maciej Musiał w roli młodego rycerza, obrońcy księżniczki Ciri. Rola wprawdzie niewielka, ale z pewnością znacząca w karierze młodego aktora.

Twórcy i aktorzy serialu podczas polskiej premiery "Wiedźmina", Warszawa 18 grudnia 2019 r.

Podsumowując "Wiedźmin" nie jest tragicznym serialem, ma sporo plusów, niestety jego wady zniszczyły szansę na coś fenomenalnego. Moim zdaniem nie jest to najlepszy serial roku i choć długo na niego czekałam i miałam spore oczekiwania, to przyznaję, że trochę jestem zła na twórców za niektóre rozwiązania, które zwyczajnie niszczą jakość, dlatego nie mam serca całkiem go skreślić - sentyment do książek i to, że widać dobre intencje aktorów sprawia, że mogę powiedzieć, że jest to przyzwoity serial, nawet solidny tak jak literatura Sapkowskiego. Wciąż jest sporo do nadrobienia w kolejnych sezonach, które mam nadzieję ze będą, póki co potwierdzono drugi sezon.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza