niedziela, 24 lutego 2019

Driving home for Christmas

Już dziś w nocy, podczas Oscarowej gali ogłoszeni zostaną zwycięzcy zaś sama gala po wielu kontrowersjach nie zostanie skrócona kosztem kilku nominowanych. Wyjątkowo w tym roku zdążyłam obejrzeć już wszystkie nominowane filmy więc będę mogła z czystym sumieniem "kręcić nosem" na ostateczne werdykty ;) Jednym z nominowanych filmów jest skromna produkcja w reżyserii Petera Farrelly'ego - "Green Book". To jeden z tych filmów, gdzie znaleźć można wszystko to co w kinie najsmaczniejsze - trochę kina drogi, trochę dramatu, trochę komedii, wspaniałą muzykę (klasyczną, a także blues), jednak to co sprawia, że ten film jest tak doskonały to najwyższych lotów aktorstwo.



"Green Book" miał światową premierę we wrześniu 2018 r. podczas Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Toronto. Zdobył wówczas nagrodę publiczności - People's Choice Award, zaś w sezonie nagród otrzymał już jedną BAFTĘ, trzy Złote Globy (w tym za scenariusz oryginalny) oraz pięć nominacji do Oscara. Komediodramat Farrelly'ego rozgrywa się jesienią 1962 r., bogaty muzyk Don Shirley (Mahershala Ali) wyrusza w na kilkutygodniową trasę koncertową wzdłuż południowych stanów USA, jego szoferem zostaje ochroniarz nowojorskiego klubu Copacabana Frank "Tony Wara" Vallelonga (Viggo Mortensen). Koncerty podczas trasy zostały tak zaplanowane, aby Don i Frank wrócili na święta Bożego Narodzenia do Nowego Jorku. Zabezpieczeniem podczas trasy jest kopia The Negro Motorist Green Book. Tytułowa Zielona Książka, to przewodnik po hotelach w południowych Stanach Zjednoczonych, dla podróżującej czarnej społeczności. Ten poradnik był obowiązkowy, bo segregacja rasowa do lat 60. w USA, a szczególnie w niektórych południowych stanach była nadal obecna. Prawo segregacji określało, gdzie społeczność Afroamerykanów może jeść, nocować, spacerować czy robić zakupy. Przewodniki Green Book publikowane były każdego roku od 1936 do 1966, dopiero w 1964 r. prezydent Lyndon B. Johnson podpisał ustawę, która znosiła segregację rasową w całym kraju.



"Green Book" to podręcznikowo zbudowany komediodramat, ze świetnym humorem. Dramat jak i komedia rozgrywa się wokół różnic dzielących Dona oraz Franka, fabuła skupia się na różnicach klasowych, ale przede wszystkim na tym, że bohaterów dzieli kolor skóry. Don jest czarnoskórym muzykiem z artystycznymi manierami zaś Tony jest cwaniaczkiem włoskiego pochodzenia. Tak rzucające się w oczy różnice rasowe są kluczowe dla tej historii, to wokół nich rozgrywa się część dramatyczna, gdyż związana z tym relacja tej dwójki, jest jak na tamte czasy niespotykana - biały kierowca afroamerykańskiego muzyka. Tony początkowo był uprzedzony i niechętny, jednak z czasem dostrzegł jak krzywdząca jest segregacja rasowa i przez to starał się wesprzeć Shirley'a na różne sposoby. Część komediowa skupia się na różnicach społecznych i klasowych. Don jest elokwentnym, oczytanym i inteligentnym człowiekiem zaś "Wara" pochodzi ze środowiska włoskich imigrantów jest nieobyty, nieokrzesany, głośny, dużo gada, czasem bez zastanowienia - relacja tak odległych osobowości obfitowała w inteligentny humor. Muszę przyznać, że taka strategia sprawdziła się doskonale i to właśnie sprawia, że film tak chwyta za serce. Twórcy osiągnęli bardzo wyważoną konstrukcję opowiadania, dramat problemów segregacji rasowej zostaje grupą kreską oddzielony od komediowej sfery - żartu skupionego wokół różnic klasowych. Jest jednak drobna rzecz, która mi bardzo przeszkadzała, takie małe "ale", w scenariuszu znalazło się kilka tanich chwytów, które mają wywołać konkretne reakcje i emocje. Takim momentem w filmie była scena, gdy Tony naprawia samochód, podczas gdy Don spokojnie czeka, a scenę tę obserwują z niedowierzaniem pracujący na polu czarni - symboliczne odwrócenie ról. Niestety jest to chwyt z tezą, wymuszający konkretne skojarzenia, trochę zbyt poprawny politycznie. Innym elementem, była sprzeczka bohaterów, scenie tej dodano dramatu poprzez ulewny deszcz, niestety to taki wymuszony dramat absolutnie niepotrzebny. Nie są to wielkie wpadki, raczej celowe melodramatyczne zagranie, aczkolwiek wyszło to "tanio", a ja nie przepadam za takimi wymuszonymi chwytami, wolę niejednoznaczne i subtelne sugestie aniżeli narzuconą formę rozumowania.


Odbyta przez bohaterów podróż stała się szansą na przewartościowanie swojego życia, taki efekt fabularny jest zamierzony, gdyż jest konsekwencją charakteru filmu, który jest przede wszystkim kinem drogi. Zmiana postawy Franka i Dona, a także stopniowe budowanie sympatii, a nawet współczucia osiągnięte zostało dzięki wybitnym rolom Mortensena i Alego. Zdobywca Oscara Mahershala Ali w wyważony i poruszający sposób oddał cały tragizm Shirleya, nigdy wystarczająco poważnie traktowanego ze względu na swój kolor skóry, ale też ze względu na zawodowe kontakty z białymi Amerykanami odrzucany przez "swoich", to piękna i wzruszająca kreacja. Na ekranie bryluje jednak Viggo Mortensen, to on kradnie uwagę widza - przytył do roli dwadzieścia kilogramów, mówi z idealnym włoskim akcentem, jego niezdarność jest przekomiczna i to z niej wynikają wszystkie żarty, był wprost wybitny. Mortensen swoją rolą znów udowodnił jak plastycznym i odważnym jest aktorem, od kilku lat otrzymuje tak barwne postacie do zagrania, że w jego filmografii na próżno szukać bezpiecznych i sztampowych bohaterów. Niezaprzeczalnie to najciekawszy aktor w Hollywood, który potrafi zagrać wszystko. Ali i Mortensen stworzyli bohaterów z krwi i kości z prawdziwą chemią, nie ma w ich relacji ani grama sztuczności.


Mimo kilku wad i momentami przewidywalnej fabuły, uważam "Green Book" za niezwykle pozytywną i wzruszającą historię, ale także potrzebne dzieło, z którego płynie piękna lekcja humanizmu - "to odwaga zmienia ludzkie serca". To jeden z lepszych filmów tego roku, z pewnością jeszcze do niego wrócę, bo akcja rozgrywa się tuż przed Świętami Bożego Narodzenia więc to idealny film nastrajający do świątecznych przygotowań i rachunku sumienia. Tyle wartości.

1 komentarz:

  1. @estetycznym okiem, jaka jest Twoja reakcja na oskary?

    OdpowiedzUsuń