sobota, 27 października 2018

Sztuka odpuszczania

Straty i zmiany mogą być uciążliwe i bardzo bolesne, gdyż najczęściej nie mamy na nie wpływu, są przecież pochodną wyborów jakie podejmuje każdy człowiek, a do tego każdy z nas ma prawo. Problem jest wówczas, gdy zmiany zachodzą nienaturalnie i ze szkodą. To jest trudne do zaakceptowania przez najbliższych tego, kto wdraża jakieś szalone zmiany i stąd w początkowej fazie staramy się działać, pomóc bliskiej osobie zauważyć, że ta ścieżka niekoniecznie jest właściwa, jednak najczęściej spotkamy się z oporem, dlaczego? Ostatnio zauważam ideologizowanie "zmian" - robienie z nich "sztandaru chwały" i wmawianie otoczeniu, że to jest niezbędne i konieczne. Mam wrażenie, że to zaślepienie i egocentryzm kryje się za takim podejściem, a w konsekwencji tego pojawi się w końcu zagubienie. Mało kto przyzna się do błędu więc brnie dalej ku przepaści. W takiej sytuacji odpowiednie będzie myślenie, że "czas sobie odpuścić" tę relację, tę osobę, bo to już szkodzi, już niszczy, ktoś wykorzystał nasze zaufanie, pozwolił/pozwalał sobie na zbyt dużo, zbyt długo. Najwyższy czas przestać udawać, że jeszcze nie jest tak źle, że to chwilowe, albo 'dostusuję się'. Czasem trzeba odpuścić czyli pogodzić się, że to co nas najbardziej przerażało - strata - jest nieunikniona!

 Tekst będzie wspierany bobasami, które sfotografowała Anne Geddes :)



Odpuszczanie to trochę filozofia, sztuka przetrwania, która przynosi ulgę, to nie tylko pogodzenie się pewną rzeczywistością, to szacunek wobec siebie, to koniec zaprzeczania i udawania. Zabrzmię jak jakiś prorok albo inny 'kołcz', ale ufam, że odpuszczanie to zwyczajnie - wolność. Nie mamy wpływu na straty, one pojawiają się w ciągu życia, to naturalny proces, każdy ich doświadcza i czasem są bolesne, bo uwaga spojler: życie nie jest idealne, a ludzie krzywdzą. Najdotkliwsze straty, to te które dotyczą odejścia osoby bliskiej przez śmierć lub wyjazd (choć tu najczęściej zmagamy się z ograniczonym kontaktem), ale też przez zmiany które zaszły w danej osobie i które powodują, że się od niej oddalamy, bądź musimy oddalić. Kiedy stajemy w obliczu straty często jej nie przyjmujemy do wiadomości, to naturalny mechanizm obronny. Negujemy ją i ufamy, że to chwilowe i da się odkręcić, a co robimy tak naprawdę - zaprzeczamy. Zaprzeczenie jest to takie magiczne myślenie, gdzie w pewnym sensie wmawiamy sobie, że jest dobrze, albo że wszystko wróci do normy, naiwnie wierząc w to, że być może dzięki takiemu mechanizmowi rzeczywistość i ból straty ominą nas. Co robimy takim myśleniem w rzeczywistości? Jedynie oddalamy w czasie to co nieuniknione, a nieuniknione będzie zmierzenie się z tym czyli przede wszystkim jakaś postawa i działanie wobec całego zdarzenia. Ruch, już nie bierność.

W trudnych chwilach, to dzieci poprawiają mi humor.

Trudno jest nam się pogodzić z pewnymi doświadczeniami - śmiercią, rozstaniem, wyjazdem kogoś bliskiego, opuszczeniem, zaniedbaniem. W tych okolicznościach odpuszczenie może przyjść raczej później niż prędzej, bo coś/ktoś wymknął się spod kontroli, stąd zrozumienie i akceptacja będzie trudnym procesem. Przejdziemy najpierw przez proces zaprzeczania. Z jednej strony to reakcja obronna, a my ludzie jesteśmy pełni reakcji obronnych, to w końcu naturalna część naszej egzystencji. Jest to jednocześnie całkiem ciekawy wątek, bo czy zastanawialiście się kiedykolwiek dlaczego zamykamy oczy, gdy dzieje się coś przerażającego? To wynik ewolucji, który pozostał po naszych przodkach sprzed kilku tysięcy lat, gdy największym zagrożeniem był dziki zwierz, kiedy taki zwierz atakował człowieka, to on zasłaniał twarz ze strachu, w pewnym sensie żeby 'uciec' od ataku, gdy inne formy ucieczki się wyczerpały. Nie patrzeć na coś trudnego jest takie proste, odwracamy wzrok, może się nie wydarzy. To co jest najtrudniejsze, to zaakceptowanie rzeczywistości, to by wymagało pewnej dojrzałości, ponieważ jeśli myślisz, że wmawiając sobie i innym jak to jest wspaniale, jak jesteś szczęśliwy i pogodzony ze sobą, jak to wszystko się w końcu ułoży i wróci do normy, zadziała niczym magia, to jedynie przykrywasz problemy i wybacz, ale jesteś zwyczajnie naiwny. Myślenie życzeniowe nie naprawi błędów ani kompleksów. Odpuść sobie, powiedz jak jest, przyznaj się przed sobą, nie musisz przed innymi, ale też bądź szczery dla siebie, bo jeśli zabrniesz w ten matrix za daleko, to otoczenie zacznie odpuszczać sobie i ciebie, bo gdy raz ktoś nadużył zaufania, to trudno wrócić do stanu jaki był wcześniej. Jasne, że druga szansa to dobry i miłosierny sposób na umacnianie relacji, ale czasem nie można, czasem sprawy zaszły za daleko.

Drzemka na dyni? Czemu nie.

Zaakceptujmy fakty - nie da się zmian kontrolować, jedyne co musimy zrobić, to przyjąć postawę wobec nowej sytuacji. Niezbędna tutaj jest wyobraźnia, która pomaga uporać się z nową sytuacją. Czasem dobrze zaprojektować sobie pewne okoliczności i w tej projekcji symbolicznie pozwolić danej osobie odejść, a sobie pomóc wchodzić w etap odpuszczania i akceptacji. Kiedy tracimy pozwólmy sobie na żałobę, nie negujmy rzeczywistości, nie walczmy z nią udając, że jest idealnie i wspaniale, bo im bardziej zwlekamy z zaakceptowaniem tego co się stało/dzieje, tym trudniej będzie w końcu nam żyć w prawdzie i zgodzie ze sobą, będziemy żyć w iluzji więc nie zdziwmy się, gdy bliscy będą się od nas oddalać, bo niektórzy cenią sobie prawdziwe życie, które choć nie jest zawsze kolorowe i idealne, to przynajmniej pozwala być tu i teraz. Pozwólmy sobie na świadomość, że straty i pogodzenie się z nimi to proces, na który składają się określone etapy i każdy przeżywa to indywidualnie. Można się w tym wyćwiczyć i o tym jest wiersz "Sztuka tracenia" Elizabeth Bishop:

W sztuce tracenia nie jest trudno dojść do wprawy;
tak wiele rzeczy budzi w nas zaraz przeczucie
straty, że kiedy się je traci - nie ma sprawy.
Trać co dzień coś nowego. Przyjmuj bez obawy
straconą szansę, wpływ chwil, zgubione klucze.
W sztuce tracenia nie jest trudno dojść do wprawy.
Trać rozleglej, trać szybciej, ćwicz - wejdzie Ci w nawyk
utrata miejsc, nazw, schronień, dokąd chciałeś uciec
lub chociażby się wybrać. Praktykuj te sprawy.
Przepadł mi gdzieś zegarek po matce. Jaskrawy
blask dawnych domów? Dzisiaj - blady cień, ukłucie
w sercu. W sztuce tracenia łatwo dojść do wprawy.
Straciłam dwa najdroższe miasta - ba, dzierżawy
ogromniejsze: dwie rzeki, kontynent. Nie wrócę
do nich już nigdy, ale trudno. Nie ma sprawy.
Nawet gdy stracę ciebie (ten gest, śmiech chropawy,
który kocham), nie będzie w tym kłamstwa. Tak, w sztuce
tracenia nie jest wcale trudno dojść do wprawy;
tak, straty to nie takie znów (Pisz!) straszne sprawy.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza