środa, 17 października 2018

Gangsterzy w kaszkietach

Zainspirowana prawdziwymi wydarzeniami historia angielskiej, gangsterskiej rodziny z przemysłowego Birmingham w klimacie Dzikiego Zachodu, z domieszką współczesnej muzyki rockowej, do tego charyzmatyczne postacie z krwi i kości, miłujące irlandzką whiskey oraz papierosy, a to wszystko w retro-estetyce dwudziestolecia międzywojennego, to szalony przepis na doskonały serial kryminalny, a takim jest 'Peaky Blinders'. Pomysł atrakcyjny, ale co ciekawe produkcja  zrealizowana skromnie, bez wielkiego budżetu i logo gigantów z Netflixa czy Sky, bowiem 'Peaky Blinders' powstał dla BBC. Brytyjska stacja telewizyjna szczyci się niezwykle popularnymi produkcjami i po mistrzowsku potrafi wykreować solidne historie kryminalne i kostiumowe, zaś 'Peaky Blinders' to kolejna historia, która jedynie potwierdza dominującą pozycję BBC pod tym względem. Przyznam wprost - jest to jeden z najbardziej magnetycznych i oryginalnych seriali w historii telewizji i wcale nie przesadzam, mimo że serial jeszcze się nie zakończył, gdyż twórcy mają w planach jeszcze trzy sezony. Ja wciągnęłam się w tę historię jak komar w odkurzacz, bo perypetie gangu z Birmingham to aktualnie najmocniejsza pozycja w serialowym świecie. To doskonała i mocna produkcja, która przerosła moje oczekiwania.





Peaky Blinders była to organizacja przestępcza, która rządziła w Birmingham na przełomie XIX/XX wieku, przedstawiciele gangu nosili chrakterystyczne kaszkiety z wszytymi ostrymi żyletkami, których używali podczas walk, by oślepiać przeciwników. Serial jednak nie trzyma się sztywno faktów ani dat, historia toczy się w innym czasie dlatego serialowi Peaky Blinders królują na ulicach Birmingham w dwudziestoleciu międzywojennym. W pierwszym sezonie jest dokładnie 1920 r. a sam gang skupia na razie niewielu członków, ograniczając swoje wpływy jedynie do Birmingham i okolic. Jednak apetyt rośnie w miarę jedzenia i cała historia toczy się wokół budowania imperium braci Shelbych, przez lidera gangu Thomasa Shelby'ego (Cillian Murphy). Ambitny, charyzmatyczny, oszczędny w słowach, opanowany z chłodnym spojrzeniem niczym Michael Corleone, Thomas zapragnie wyprowadzić gang z pola nielegalnych interesów. Proces ten ma się dokonać płynnie, nie koniecznie szybko, ale też bez dużej ilości ofiar, dlatego Thomas kombinuje i bezwzględnie walczy o wpływy. W ręce Thomasa trafiają skradzione karabiny z lokalnej fabryki, broń ma zostać sprzedana zaś zyski mają być przeznaczone na stopniowe tworzenie legalnej działalności. Niestety sytuacja się komplikuje, a plan staje pod znakiem zapytania, gdy o skradzionej broni dowiadują się kolejno: lokalni przestępcy, komuniści, IRA oraz brytyjskie tajne służby. Wszyscy pielgrzymują do Birmingham w poszukiwaniu broni, a w ślad za nimi komisarz policji Chester Campbell (Sam Neill), wysłany tam przez ministra Winstona Churchilla, w tajnej misji znalezienia broni i zlikwidowania gangów. Intrygujący początek, a póżniej jest jeszcze ciekawiej.



Siła całej serii tkwi w sferze wizualnej oraz wiernym odtworzeniu realiów powojennych wraz z ujęciem problemamów społecznych. Bracia Shelby walczyli na froncie podczas I wojny światowej, za co zostali odznaczeni, jednak trudne doświadczenia wojenne pozostawiły głeboki uraz. Po powrocie do Anglii zmagają się z zespołem stresu pourazowego, który dotknął wówczas wszystkich żołnierzy walczących w okopach. Powrót do brudnego Birmingham oraz perspektywa pracy w fabrykach, gdzie trudnili się wszyscy mieszkańcy miasta, musiał jeszcze bardziej dołować i być może to rozpaliło w braciach chęć walki o lepsze, bardziej kolorowe życie bez względu na metody. Serialowe Birmingham jest odpychające i jednocześnie intrygujące, typowe przemysłowe miasto z fabrykami, buchającymi płomieniami, dymem, kurzem i błotem - nalot tego całego brudu wzbudził we mnie klaustrofobiczne odczucia i jedyne o czym myslałam, to "niech oni wszyscy wyniosą się z tego syfu, do czystego Londynu najlepiej" (jakby Londyn w tamtym czasie czystością grzeszył). Z drugiej jednak strony właśnie to, że historia dzieje się w robotniczym środowisku, a nie na salonach intryguje, bo doskonale wiemy, że kryminaliści nie znoszą wyższych sfer, a z drugiej strony aspirują aby dotknąć tego środowiska, choć chcą tego dokonać na własnych zasadach. Pod tym względem całość wydaje się jeszcze bardziej ciekawa, no bo ileż można oglądać kolacje i popołudniowe herbatki w Downton Abbey?



Scenografia oraz kostiumy dodają charakteru, przez co historia jest jeszcze bardziej wciągająca i magnetyczna. Kostiumy są wspaniałe - gangsterzy maszerują ulicami w ładnych, tweedowych garniturach, kobiety zawsze elegancko uczesane i stylowo ubrane. Pod względem przedstawienia klimatu lat 20. wszystko współgra ze sobą doskonale. I przyznam szczerze, że ta "brudna" i surowa wersja czasów międzywojennych bardzo mnie zauroczyła. Zawsze będę miała sentyment do lat 20. tych z 'Wielkiego Gatsby'ego' w interpertacji Baza Luhrmana, ale 'Peaky Blinders' poświęca temu więcej uwagi, jest inaczej, może nawet jest to wiarygodniejsze choć trochę niechlujne, bo w końcu mamy do czynienia z robotniczymi klimatami, ale wciąż jest stylowo i "z pazurem". Aby całość jeszcze podkręcić twórcy namiętnie prezentują sceny w slow-motion, zwłaszcza uliczne porachunki i to dodaje oszałamiającego efektu, a grająca w tle muzyka, buduje dobre tempo i podkręca odbiór dodając epickości. Ścieżka dzwiękowa i sposób montażu w poszczególnych scenach przykuwa wzrok i jeszcze trudnej się oderwać. Twórcy w wyważony sposób nadali Peaky Blinders nowoczesnego wizerunku własnie dzięki muzyce. Usłyszymy utwory takich genialnych muzyków jak: Nick Cave (którego utwór "Red Right Hand" gra w tle czołówki i zgrabnie wprowadza w każdy kolejny odcinek), dalej David Bowie, The White Stripes, Tom Waits, Johnny Cash, PJ Harvey, The Kills, Radiohead, Arctic Monkeys czy Queen of the Stone Age. Jednak nie dla epickości mamy tego typu "muzyczne" sceny, to zwyczajnie już znak rozpoznawczy tej produkcji i to zwykła konieczność, tak jak konieczna jest obecność irlandzkiej whiskey czy dymu papierosowego unoszącego się w każdej scenie, ten serial nie byłby sobą bez papierosów (nie oglądajcie go jeśli chcecie rzucić palenie - tam palą wszyscy, non stop, aż mi się zachciało!). Zabawa kamerą i ciekawe zbliżenia dodają intymności i niezwykłej świeżości. Oczywiście serial jest tak doskonale przemyślany, gdyż jego showrunnerem jest nie byle kto, bo sam Steven Knight, który stworzył takie dzieła filmowe jak 'Wschodnie Obietnice' czy 'Locke', a także doskonałe 'Tabu' z Tomem Hardym w roli głównej. Mało tego Knight w wywiadach wspominał, że jego wujowie należeli do gangu Peaky Blinders, tak więc jakość i wiarygodność mają swoje uzasadnienie.



Oczywiście aktorstwo stoi na najwyższym poziomie, bo to właśnie świetnie rozpisane główne postacie oraz aktorzy robią najwięcej roboty dodając niepokornego charakteru serii. Najmocniejszym ogniwem i najsilniejszą postacią jest Thomas Shelby w interpretacji irlandzkiego aktora Cilliana Murphy'ego. Thomas jest wycofanym, ale twardym graczem, uważnie wszystko obserwuje i ma charyzmę, no jaką on ma charyzmę, aż potrafi onieśmielić (nowe wcielenie Marlona Brando, czy jak?). Krótko powiem, Cillian to aktualnie jeden z najlepszych aktorów, wystarczy obejrzeć 'Wiatr buszujący w jęczmieniu' 'Dunkierkę' czy 'Party', by delektować się jego talentem. Jako aktor jest niestandardowy, nieprzewidywalny i szalenie pociągający, a rolą Thomasa Shelby'ego tylko to potwierdza. W jednej chwili odrzuca, w następnej intryguje i pociąga, do osiągnięcia takiego efektu potrzeba było tak plastycznego i niesztampowego aktora jakim jest Murphy. Przyłożył się do swojej roli bezbłędnie, celowo wykorzystuje swoje głębokie spojrzenie, czasem jakby martwe, aby podkreślić doświadczenia wojenne swojego bohatera. Zdumiewa i zachwyca swoją nieprzewidywalnością i magnetycznym spojrzeniem, wręcz zmuszając do dalszego oglądania. Thomas jest też solidnie rozpisany przez twórców, jest Machiavellicznym "lisem i lwem" potrafi przechytrzyć przeciwników jak i wzbudzić strach. Jednak nie wszystko przychodzi z łatwością, dlatego nie raz, gdy wydaje się, że wszystko pójdzie gładko, karta się odwraca i cały gang ma problemy, a Thomas kombinuje jak błędy naprawić. Koniec końców zwycięża, ale kto wie co twórcy planują w najbliższej przyszłości. Oczywiście jeden silny, główny bohater nie pociągnąłby całej serii tak efektownie i dlatego mamy dużo innych genialnych postaci na pierwszym jak i drugim planie. Biznes Thomasa wspiera bezwzględnia ciotka Polly, która dla rodziny jest w stanie zrobić wszystko. W Polly wciela się Helen McCrory, która w tej roli jest absolutnie zjawiskowa, bawi się tą postacią, jednak nie przesadza, wszystko jest akurat. Czasem emocje grają w niej pierwsze skrzypce, ale ogólne wrażenie jest takie, iż Polly to stanowcza i twarda postać, również doświadczona przez życie kobieta, która siłą i charakterem wzbudza szacunek i to dodaje jej autentyczności. Bardzo ciekawą postacią jest najstarszy z braci Shelbych Artur (Paul Anderson). Wraz z Murphym tworzą ciekawy duet, gdyż Artur to szalony typ, któremu najtrudniej zapomnieć wojenny koszmar. Swój strach i słabość próbuje utopić w alkoholu i nie raz przysporzy Blindersom problemów, jest to jednak zabawna postać, mówi co myśli, a najczęściej tylko mówi potem myśli, mimo wszystko może być zabawnie. Trudno wymieniać wszystkie postacie i aktorów, ale uwierzcie mi na słowo, obsada jest absolutnie genialna, nawet epizodyczne postacie czarują. Do ról epizodycznych Knigh zaprosił nie byle kogo, pojawił się Tom Hardy jako żydowski gangseter Alfie Solomons z Camden Town w Londynie i był jak zwykle bezbłędny, w ogóle duet Hardy-Murphy (ach, Incepcja!) to majsterszczyk. Z kolei w czwartym sezonie pojawił się Adrien Brody i chodzą słuchy, że 'pozamiatał', tego jeszcze nie wiem, zatrzymałam się na trzecim sezonie, w razie czego będzie update.



Na koniec zostawiłam słabe punkty. Tak jest, takie niestety też się zdarzyły, no i trochę zaburzyły mi odbiór, ale muszę je wspomnieć. Najsłabszym ogniwem jest rola Grace (Annabelle Wallis), jest to agentka pracująca na zlecenie komisarza Cambella, podstawiona do pracy w pubie Shelbych aby donosić policji o ich poczynaniach. Oczywiście Grace wszelkimi sposobami ma owe informacje zdobywać, na co jest bezwzględnie gotowa, ponieważ sama szuka zemsty za śmierć swojego ojca. Z założenia twórców (takie odniosłam wrażenie i to by pasowało do całości idealnie) miała to być intrygująca, twarda i nieprzewidywalna kobieta, niestety nie jest taka ani przez sekundę. Grace w wykonaniu Wallis jest nudną, bezbarwną, eteryczną panienką z dobrymi manierami, której maślane oczy i nudny głos sprawiają, że nadaje się raczej do soap-opery, a nie do serialu takiego kalibru. Jest jakby oderwana od reszty i naprawdę zastanawiałam się czy to wina scenariusza, być może trochę tak, ale główna wina leży też po stronie ograniczonych umiejętnośći aktorskich Annabelle Wallis. To piękna kobieta, ale pozbawiona talentu, jej gra aktorska jest przewidywalna i ogranicza się do powolnego mówienia, ładnego uśmiechania się i "patrzenia spod byka", żeby widz wiedział że dzieje się coś poważnego, gra akrtorska na poziome Joanny Brodzik, czyli trzy spojrzenia i marszczenie brwi. Wykreowała papierową postać, jednowymiarowo i przewidywalnie. Nie jestem hejterką, absolutnie nie, tylko kiedy widzę jak Cillian Murphy w jednej scenie milcząc i spokojnie siedząc może wzbudzić w widzu więcej emocji niż postać Grace ogólnie, to się jedynie denerwuję, że scenarzyści nie zadbali, aby tak barwna postać jak Thomas Shelby miał godną swojego poziomu partnerkę. W tym aspekcie twórcy wykazali się brakiem konsekwencji, bo skoro Thomas jest inteligentnym typem trzęsącym całym miastem, to jak mógł nie przejrzeć Grace? Wallis nie miała pomysłu na swoją postać i dlatego ograniczyła swoją rolę do bycia ozdobą, tym mocniej mnie to denerwuje, bo ta postać miała potencjał i w interpretacji aktorki z charyzmą (może Charlize Theron albo Rachel Welsh) byłaby doskonałym uzupełnieniem Thomasa. Przez to utwierdzam się jedynie w przekonaniu, że uroda to naprawdę nic istotnego jeśli jest się nudną i irytującą kobietą, warto pracować nad osobowością. Koniec końców romans był i mimo wszystko był to nawet całkiem ciekawy element, bo choć urok Thomasa jest chłodny, to mogłam uwierzyć, że mógł on się zakochać, do walki z demonami przeszłości nawet taki silny typ potrzebuje kobiety. Relacje Grace i Thomasa były wyważone i konkretne, a uczucie niezbyt wylewne, przynajmniej w tym aspekcie scenariusz utrzymał poziom, bo trudno żeby gangster, choć stylowo ubrany, biegał z kwiatami i co chwilę się uśmiechał, bo ma motyle w brzuchu.
Drugą postacią z którą mam problem to komisarz Campbell, w tej roli Sam Neil. Jest to poprawna postać, nieco stereotypowa "typowy zły" czyli antagonista, ale jedynie teoretycznie, bo nikt w świecie Peaky Blinders nie jest kryształowy. Główne motywacje Campbella to kariera i nienawiść, to znów troszkę taki kardynał Thomas Wolsey z "Dynastii Tudorów", w którego wcielał się Neil, martwiący się o swoją skórę, bo szef (wóczas Henryk VIII teraz Winston Churchill) jest niecierpliwy i stanowczy. Przyznam szczerze, że w pierwszym sezonie był trochę bierny i jego późniejsze motywacje nieco irytowały, ale w drugim sezonie postać tę twórcy znacznie rozwinęli i stał się odpychającym typem, zaślepionym nienawiścią do Thomasa.



'Peaky Blinders' to nie jest produkcja historyczna, sztywno oparta na faktach, to kostiumowe gangster-drama ujmujące swoim niepowtarzalnym i świeżym klimatem. Popkulturowy majsterszczyk na wysokim poziomie. Ma swój onieśmielający styl, który inspiruje i w pewnym sensie, choć może to określenie na wyrost, ale wyznacza trendy, wydaje mi się, że ostatnia kolekcja Ralpha Laurena cześciowo inspirowała się tym stylem retro. Ten serial został uszyty na miarę moich estetycznych fantazji. Choć nie jest pozbawiony wad, to potrafi wciągnąć. Ja znajduję w nim misz-masz najlepszych gangsterskich historii małego i dużego ekranu czyli z 'Ojca Chrzestnego', 'Synów Anarchii', 'Zakazanego Imperium', a może i nawet 'Rodziny Soprano', ale ponad wszystko całość jest niepowtarzalna. Piąty sezon już w przyszłym roku, ja jeszcze pochłaniam tę historię, powoli, bez zbędnego pośpiechu, bo tak smakuje najlepiej.

Jeżeli jeszcze nie widzieliście Peaky Blinders to szczerze zachęcam nadrobić zaległości, póki co dostaliśmy cztery sezony i 24 odcinki, czyli idealnie - możecie poświęcić całą dobę z gangsterami. A jeśli znacie tę historię i wciąż wam mało takich klimatów, to polecam coś w podobnym stylu i z podobnymi motywami, to wspomniane wcześniej 'Zakazane Imperium', 'Synowie Anarchii', 'Rodzina Soprano' choć to może lekko znużyć, a z filmów 'Zabójstwo Jessego Jamesa przez tchórzliwego Roberta Forda' z 2007 r. w reżyserii Andrew Dominika, gdzie królują podobne muzyczne wariacje skomponowane przez genialnego Nicka Cave'a.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza